Historia butów pointowych — od Taglioni do współczesności
Od satynowych pantofelków Marie Taglioni przez innowacje Anny Pawłowej po druk 3D. Fascynująca historia przedmiotu, który zmienił oblicze baletu — i stóp tancerek.

Niewiele przedmiotów w świecie sztuki budzi tyle fascynacji i jednocześnie grozy co buty pointowe. Te pozornie delikatne, satynowe pantofelki są narzędziem pracy, instrumentem wyrazu artystycznego i — nie ukrywajmy — przyrządem tortur.
Marie Taglioni i narodziny marzenia
Zanim Marie Taglioni weszła na scenę paryskiej Opery 12 marca 1832 roku w roli Sylfidy, tancerki okazjonalnie wspinały się na czubki palców. To Taglioni uczyniła z tańczenia en pointe centralny element estetyki baletu romantycznego. Jej buty nie miały jednak nic wspólnego z dzisiejszymi — były to zwykłe satynowe pantofelki bez pudełka i wkładki. Utrzymywała się na palcach wyłącznie siłą własnych stóp.
Taglioni była tak świadoma wagi swoich butów, że podobno kazała służebnicy gotować je w garnku, aby satyn idealnie dopasować do kształtu stopy.
Włoskie innowacje i Anna Pawłowa
Pierina Legnani tańczyła już w butach z prymitywnym pudełkiem z warstw klejonej tkaniny. Przełomową postacią okazała się Anna Pawłowa — jako jedna z pierwszych zaczęła wkładać do butów płaskie kawałki twardej skóry, tworząc prototyp współczesnego shanka. Inne tancerki nazywały ją „oszustką”. Historia przyznała rację Pawłowej.

Anatomia współczesnego pointa
Pudełko (box), shank, platforma, satynowa powłoka — cały but waży zaledwie około 120 gramów. Lżejszy niż przeciętne jabłko. W ostatnich latach producenci zaczęli oferować pointy w różnych odcieniach skóry — co było od dawna postulowane przez tancerki o ciemnej karnacji.
Cena piękna
Krwawe pęcherze, złamane paznokcie, halluksy, deformacje palców — to codzienność tancerek. Ponad 90% zawodowych tancerek doświadczyło poważnych urazów stóp. Przeciętna solistka zużywa 200-300 par pointów rocznie — jedna para wystarcza na 20-30 minut tańczenia. Bolszoj zamówia około 8 000 par rocznie.
Wiele tancerek przed użyciem celowo niszczy buty: łamie shank, tłucze pudełko w drzwiach, moczy w wodzie. Ten rytualny proces zajmuje od 20 minut do godziny i jest tak indywidualny jak odcisk palca.
Przyszłość: druk 3D
Firmy eksperymentują z drukiem 3D pozwalającym stworzyć pudełko idealnie dopasowane do skanu stopy. Bada się włókna węglowe zamiast tradycyjnego shanka. Pojawiły się też inteligentne wkładki z czujnikami nacisku. A jednak w Freed of London nadal pracują dokładnie tak jak sto lat temu: igła, klej, młotek i para wyszkolonych rąk.